To już trzeci raz dzięki grantowi z Unii Europejskiej poprzez Europejski Korpus Solidarności w przygotowaniach do festiwalu pomagali nam długoterminowi wolontariusze. W tym roku był to Elisha z Izraela oraz David z Niemiec. Czym było dla nich to doświadczenie? Przeczytajcie ich osobiste wyznania.

Elisha Offenbach-Bar

Cześć, jestem Elisha. Urodziłem się i wychowałem w Izraelu. Kiedy nie jestem pochłonięty czytaniem książek filozoficznych, składaniem komputera, czy graniem na perkusji, zazwyczaj słucham muzyki albo spędzam czas z przyjaciółmi przy jakiejś fajnej grze wideo. Jednakże tego lata znalazłem zupełnie inne zajęcie: wolontariat długoterminowy podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie.

Początek był bardzo miły: bezpośredni lot do Krakowa, Michał odebrał mnie z lotniska, i chociaż wiedziałem, o co chodzi w wolontariacie, to ten początek wcale nie przypominał początku pracy. To było raczej głębokie poczucie ulgi. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w moim kraju, ale też wzrost nienawiści do Żydów na całym świecie — przybycie do Krakowa, miejsca, które odwiedziłem już podczas zeszłorocznego festiwalu, było zdecydowanie kojące.

Ale to jeszcze nie wszystko. Moja osobista więź z tym miastem, tą dzielnicą, a nawet z FKŻ jest bardzo głęboka: dr Ozjasz Thon, który był rabinem i kaznodzieją w Synagodze Tempel, był moim bliskim krewnym. Bycie tutaj — zaledwie kilka kroków od tej synagogi — sprawiło, że całe doświadczenie wydawało się niemal nierealne.

Życie zanim wszyscy przyjechali

Jako że byłem jednym z dwóch długoterminowych wolontariuszy, moje doświadczenie wolontariackie było nieco inne niż pozostałych Macherów. Większość czasu, zanim rozpoczął się festiwal, spędzałem w Cheder Café, gdzie pracowałem zaledwie kilka metrów od biura — idealne miejsce do skupionej pracy przy laptopie, z dobrą kawą i spokojną atmosferą.

Jednym z moich głównych zajęć było przygotowanie warsztatu dla wolontariuszy razem z Andrew Melchiorem, co oznaczało głębokie zanurzenie się w żydowskie życie Kazimierza, szczególnie lat 20-tych minionego wieku. Spędziłem tygodnie przeglądając książki, archiwa i stare fotografie — weryfikując fakty, prowadząc badania, robiąc podsumowania, lokalizując historyczne miejsca w okolicy. Celem było stworzenie audioprzewodnika, i choć była to cicha, szczegółowa praca, czułem, że ma sens — dotykałem przeszłości.

W czasie mojego wolontariatu nie tylko nauczyłem się, jak przygotować tak duże wydazrenie kulturalne, ale dowiedziałem się więcej o żydowskiej przeszłości Krakowa i wydaje mi się, że w jakimś stopniu zrozumiałem, jak mogło wyglądać tutaj życie mojego przodka. Ta więź — między miejscem, pracą i moją rodziną — nie przestawała być dla mnie ważna.

Życie festiwalowe

Gdy zjechał się z całego świata cały zespół wolontariuszy (zwanych Macherami), wszystko nabrało tempa. Nagle pojawili się młodzi ludzie — każdy ze swoim spojrzeniem na historię, kulturę i tożsamość żydowską — wszyscy równie ciekawi i pełni pasji. Uwielbiałem obserwować, jak reagują na różne wydarzenia, jak każdy z nich znajduje „swoją rzecz”, która go ekscytuje. I pomimo tego, że większość z nich była w Krakowie tylko kilka tygodni, czuło się, że tworzymy wspólnotę. Niezależnie od tego, czy pracowaliśmy razem w ciągu dnia, czy wieczorami piliśmy piwo, łączyła nas prawdziwa więź — i tę zabieram ze sobą.

Jednym z moich ulubionych zajęć podczas FKŻ było odbieranie artystów z lotniska. Niesamowite, jak szybko można wciągnąć się w głębokie, dziwne i fascynujące rozmowy na tylnym siedzeniu samochodu, jadącego z lotniska do hotelu. Rozmowy o muzyce, ich wspomnienia z wcześniejszych FKŻ, na których występowali, ich opinie o Krakowie – dały mi wgląd w festiwalowy świat, którego się nie spodziewałem. Uświadomiłem sobie, ile warstw ma ten festiwal.

Moment, który poruszył mnie najbardziej, miał miejsce podczas pierwszego koncertu w Synagodze Tempel, który zagrał Frank London i Michael Winograd z ich znakomitym zespołem! Muzyka, miejsce, tańczący ludzie… i świadomość, że to była synagoga mojego krewnego? Szczerze: rozpłakałem się. Być tam — w obliczu narastającego antysemityzmu na świecie — i widzieć ludzi z różnych środowisk, którzy razem celebrują żydowską muzykę i życie? To dało mi nadzieję. To przyniosło radość. Ten moment zostanie ze mną na zawsze.

Patrząc wstecz (i w przyszłość)

Teraz, gdy festiwal już się zakończył, mogę szczerze powiedzieć, że jestem głęboko wdzięczny za to, iż mogłem być jego częścią. Spędzenie tutaj dwóch miesięcy dało mi czas, by się z wszystkim zżyć  — nie tylko z obowiązkami, ale też z miastem, z Kazimierzem, z całą rzeczywistością. Zaczęło to przypominać dom.

Nauczyłem się więcej, niż się spodziewałem — z archiwów, od artystów, od wolontariuszy i od samego Krakowa. Zobaczyłem ile pracy trzeba, by zorganizować coś na taką skalę. I poczułem, co znaczy być częścią czegoś, co nie tylko zachowuje kulturę — ale ją celebruje.

David Wedekind

Jestem Dawid. Po spędzeniu roku w Ghanie na wolontariacie i zdobyciu pierwszych doświadczeń międzykulturowych, byłem pełen chęci, by znaleźć nowe możliwości nawiązywania kontaktów z innymi kulturami i pogłębiania swojego rozumienia świata. Wolontariat na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie wydał mi się idealnym kolejnym krokiem — i rzeczywiście taki był.

Podczas mojego pobytu mogłem poszerzyć swoją wiedzę o historii i dziedzictwie żydowskim, jednocześnie poznając piękno Krakowa — miasta, które potrafi opowiadać o swojej przeszłości. Zanurzenie się w kulturze żydowskiej wraz z wolontariuszami z całego świata uczyniło to doświadczenie nie tylko wyjątkowym i poruszającym, ale także głęboko kształtującym i wzbogacającym — dokładnie tym, czego szukałem.

Ja jako wolontariusz

Podczas festiwalu pracowałem w międzynarodowej grupie wolontariuszy, zwanych Machers, którzy pomagali przy różnych zadaniach, aby festiwal przebiegał sprawnie. Wspieraliśmy koordynatorów w organizacji wydarzeń festiwalowych.

Podczas wykładów i dyskusji nasze główne obowiązki polegały na rozdawaniu słuchawek do tłumaczeń i pomocy uczestnikom. Na koncertach nasza praca zaczynała się dużo wcześniej. Po briefingu zespołu przygotowywaliśmy przestrzeń — ustawialiśmy krzesła, sprzątaliśmy i sprawdzaliśmy, czy nie ma zgubionych rzeczy. Gdy przychodziła publiczność, pilnowaliśmy, aby wszyscy znaleźli miejsca, przestrzegali zasad bezpieczeństwa, a drogi ewakuacyjne były wolne. Rozmawialiśmy z uczestnikami, dzieliliśmy się informacjami o programie i rozdawaliśmy ulotki oraz katalogi festiwalowe.

Wspieraliśmy wiele zadań związanych z organizacją festiwalu. To była praca zespołowa — wszyscy nawzajem się wspierali. Każda zmiana to mieszanka praktycznej pracy, odpowiedzialności i wspólnej radości. Atmosfera była zawsze pełna szacunku i współpracy. Oczywiście, praca w grupie osób z różnych kultur niesie ze sobą pewne wyzwania — nieporozumienia, bariery językowe, różnice norm i oczekiwań, a także stereotypy czy założenia. Jednak potrafiliśmy pokonać te trudności dzięki otwartemu dialogowi, kulturze wzajemnego szacunku, tolerancji oraz chęci uczenia się i rozumienia innych perspektyw oraz szukania kompromisów.

Dla mnie punktem kulminacyjnym było uświadomienie sobie, że wszystkie wydarzenia zakończyły się sukcesem dzięki wspaniałej pracy zespołowej. Świadomość, że mieliśmy realny wkład w sukces festiwalu — którą poczułem już po pierwszym koncercie Franka Londona w Synagodze Tempel — była niesamowita. Nigdy nie zapomnę, jak uczestnicy wstali, tańczyli, klaskali i wspólnie świętowali. Po prostu cieszyli się muzyką i atmosferą, zapominając o wszystkim innym. To było jak zatrzymanie czasu. Cały wysiłek był tego wart.

Refleksja — czego się nauczyłem

Gdy festiwal dobiegał końca, czułem prawdziwą dumę z tego, co razem osiągnęliśmy jako wolontariusze — jako Machers — i z tego, że mogłem być świadkiem tak świetnej międzykulturowej współpracy, która doprowadziła do pomyślnej realizacji wydarzeń 34. Festiwalu Kultury Żydowskiej: wydarzeń, które stworzyły niezapomniane chwile, dały wiele radości i wzbudziły zainteresowanie — ponad podziałami wyznaniowymi i kulturowymi.

Byliśmy bardzo zróżnicowaną grupą, niektórzy byli wolontariuszami już wcześniej, inni dołączyli po raz pierwszy, ale wszyscy mieliśmy to samo zainteresowanie — odkrywanie nowych kultur i wspieranie celów festiwalu. Zostawiliśmy politykę i stereotypy za drzwiami i skupiliśmy się na wspólnej pracy i nauce. Stworzyliśmy środowisko, które pozwoliło wymieniać się pomysłami, perspektywami i doświadczeniami w atmosferze szacunku i tolerancji, co również przyczyniło się do mojego międzykulturowego rozwoju. To było wzbogacające doświadczenie, a miałem szczęście dzielić je z wieloma wolontariuszami z różnych stron świata, o zróżnicowanych doświadczeniach i perspektywach, połączonych chęcią uczenia się z przeszłości i od siebie nawzajem.

Zakończenie

Dla mnie wolontariat na FKŻ to coś więcej niż wykonywanie zadań. To było łączenie ludzi, odkrywanie żydowskich tradycji oraz wspieranie dialogu i zrozumienia innych kultur. To była celebracja różnorodności i odporności życia żydowskiego.

Wolontariat dał mi szansę na rozwój osobisty. Rozwinąłem umiejętności pracy zespołowej, komunikacji i koordynacji wydarzeń, ale co ważniejsze, nauczyłem się, jak wygląda prawdziwa wymiana kulturowa w praktyce. Te doświadczenia nie tylko poszerzyły moje rozumienie innych kultur, ale także skłoniły mnie do refleksji nad własnymi wartościami i perspektywami.

Opuszczam Kraków z nowymi przyjaźniami, nową wiedzą i motywacją do dalszego angażowania się w dialog międzykulturowy: łączenie ludzi ponad językami, pochodzeniem i przekonaniami, wspieranie wzajemnego zrozumienia i budowanie przyjaźni sprawiły, że te ostatnie dwa miesiące były wyjątkowe i na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Jestem niezwykle wdzięczny za to doświadczenie i mam nadzieję, że kiedyś wrócę — ale nawet jeśli nie, to będę niósł ze sobą ducha festiwalu i robił swoją część, by przekazywać jego przesłanie o łączeniu ludzi.

Program wolontariatu The Machers jest finansowany ze środków Unii Europejskiej poprzez Europejski Korpus Solidarności